Kiełbasiany
Pogromca szedł sobie przez puszczę. Właściwie, biorąc pod uwagę
jego humor, to nie szedł sobie, lecz wlókł się niemiłosiernie,
aby rozwiązać wielce trudną zagadkę, na co wcale a wcale się nie
cieszył. Na południe, na południe...
Głupie
południe! Chciałby rozwalić je swoim olbrzymim toporem, byleby
tylko nie musieć rozwiązywać zagadek!
To Vorina jest od myślenia, stanowczo.
Głupi,
niecywilizowany barbarzyńca powinien siedzieć cicho i rozwalać
wrogów toporem. Idealnie. Więc dlaczego to on musi używać mózgu,
podczas gdy panna
Zamknij-Się-Głupcze
ma szukać przyjaciół???
Co za głupota.
Kiełbasiany
marzył tylko o powrocie do domu, do kuchni, do kiełbas, do
zbrojowni i do swojej kukły ćwiczebnej. Ale co to? Nie, to na pewno
nie kiełbasa.
To
stół.
Co?
Stół.
W
samym środku lasu.
Po
prostu.
Stół.
Faktycznie,
przed barbarzyńcą wyrósł jak spod ziemi wielki, dębowy stół.
Gdy
Kiełbasiany podszedł do niego, zobaczył na meblu pergamin,
kałamarz i pióro. Na pergaminie było napisane:
Wielce
Trudna Zagadka
Jest
groźny dla smoków,
dla
syren i trolli.
Boją
się go nawet cyklopy!
Lecz
to, co dlań złe, to to, o czym wie,
to
coś, czego panicznie się boi.
Zrodzony,
by walczyć!
nie
dane mu piękna zasłychać.
Więc
to, co zabije mu braci,
innych
może zachwycać.
To
to, czym jestem ja,
a
to zagadka twa:
Czym
jest ta broń, czym jest to, co ją zabije?
Nim
odpowiesz, zastanów się dwa razy!
JAK
NIE ODDASZ MI TEJ KIEŁBASY,
TO
CIĘ ZATŁUKĘ KIJEM!
Barbarzyńca
nagle, po tej ostatniej zwrotce wiersza, jak zaczarowany, zaczął
odtwarzać w pamięci ostatnią noc w rodzinnym domu, zanim wysłano
go na wojnę z trollami. Miał dziwne wrażenie, że ten wiersz
został napisany z myślą o nim. O Kiełbasianym Pogromcy.
Wieprzowy,
Mielony, Wołowy i Kiełbasiany siedzieli sobie w rodzinnej chacie,
słuchając opowieści ojca, Kaszankowego Pogromcy. Był to ich
ostatni dzień przed wyruszeniem na pierwszą wojnę w ich życiu,
podczas której mieli uroczyście uzyskać tytuły Pogromców.
Ojciec
popatrzył na swych synów i rzekł:
- Zanim dam wam wasze nowe topory, musicie wysłuchać tej tradycyjnej legendy. -
Chłopcy
patrzyli na tatę z zaciekawieniem.
- A więc tak: Tysiąc lat temu, młody Barbarzyńca, Mięsny, właśnie wyruszał na swą pierwszą w życiu wojnę. Był bardzo podekscytowany. Miał porządnie naostrzony topór, 10 lat i mięśnie jak ze stali. Podczas podróży na front spotkał wędrownego poetę i maga, Higaga. Higag zaproponował mu kupno swoich genialnych, wypełnionych magią amuletów. Głupiec nie wiedział, że każdy nie-barbarzyński amulet w posiadaniu jakiegoś Barbarzyńcy, to okropność i czysta zniewaga rodu, więc Mięsny postanowił go zabić.Cisnął w niego swoim wielkim toporem i trafił w środek głowy. Higag zdążył utrzymać się magicznie przy życiu na tyle, żeby przekląć Mięsnego. Powiedział wtedy: „ Wy, Barbarzyńcy, nie znacie poezji ani piękna. Obca wam magia, nie znacie litości. W dniu, w którym powstanie Największa Pieśń, cały wasz oręż diabli wezmą!”i zdechł. Mięsny zbytnio się tym nie przejął, poszedł na wojnę, wygrał i założył naszą wioskę: Wioskę Kuchennych Pogromców! Tak więc widzicie, moje dzieci. Nasze topory poradzą sobie ze smokami i trollami, ale w dniu, w którym powstanie Największa Pieśń, wszystkie zostaną w jakiś sposób zniszczone.
- Czy ta legenda ma nam jakoś pomóc na wojnie?- Spytał Mielony, który osobliwie często, jak na Barbarzyńcę, używał mózgu, a nie mięśni.
- Ależ oczywiście, synu! Teraz wiesz, że oprócz jakiejś rąbniętej pieśni, nic nie może ci zagrozić! Aha, a gdzie się podziała moja kiełbasa? - Ojciec popatrzył po izbie groźnym wzrokiem.
- KIEŁBASIANY! JAK NIE ODDASZ MI TEJ KIEŁBASY, TO CIĘ ZATŁUKĘ KIJEM!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz