czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział siódmy - Zagadka

Kiełbasiany Pogromca szedł sobie przez puszczę. Właściwie, biorąc pod uwagę jego humor, to nie szedł sobie, lecz wlókł się niemiłosiernie, aby rozwiązać wielce trudną zagadkę, na co wcale a wcale się nie cieszył. Na południe, na południe...
Głupie południe! Chciałby rozwalić je swoim olbrzymim toporem, byleby tylko nie musieć rozwiązywać zagadek! To Vorina jest od myślenia, stanowczo.
Głupi, niecywilizowany barbarzyńca powinien siedzieć cicho i rozwalać wrogów toporem. Idealnie. Więc dlaczego to on musi używać mózgu, podczas gdy panna
Zamknij-Się-Głupcze ma szukać przyjaciół??? Co za głupota.
Kiełbasiany marzył tylko o powrocie do domu, do kuchni, do kiełbas, do zbrojowni i do swojej kukły ćwiczebnej. Ale co to? Nie, to na pewno nie kiełbasa.
To stół.
Co?
Stół.
W samym środku lasu.
Po prostu.
Stół.
Faktycznie, przed barbarzyńcą wyrósł jak spod ziemi wielki, dębowy stół.
Gdy Kiełbasiany podszedł do niego, zobaczył na meblu pergamin, kałamarz i pióro. Na pergaminie było napisane:

Wielce Trudna Zagadka
Jest groźny dla smoków,
dla syren i trolli.
Boją się go nawet cyklopy!
Lecz to, co dlań złe, to to, o czym wie,
to coś, czego panicznie się boi.
Zrodzony, by walczyć!
nie dane mu piękna zasłychać.
Więc to, co zabije mu braci,
innych może zachwycać.
To to, czym jestem ja,
a to zagadka twa:
Czym jest ta broń, czym jest to, co ją zabije?
Nim odpowiesz, zastanów się dwa razy!
JAK NIE ODDASZ MI TEJ KIEŁBASY,
TO CIĘ ZATŁUKĘ KIJEM!

Barbarzyńca nagle, po tej ostatniej zwrotce wiersza, jak zaczarowany, zaczął odtwarzać w pamięci ostatnią noc w rodzinnym domu, zanim wysłano go na wojnę z trollami. Miał dziwne wrażenie, że ten wiersz został napisany z myślą o nim. O Kiełbasianym Pogromcy.

Wieprzowy, Mielony, Wołowy i Kiełbasiany siedzieli sobie w rodzinnej chacie, słuchając opowieści ojca, Kaszankowego Pogromcy. Był to ich ostatni dzień przed wyruszeniem na pierwszą wojnę w ich życiu, podczas której mieli uroczyście uzyskać tytuły Pogromców.
Ojciec popatrzył na swych synów i rzekł:
  • Zanim dam wam wasze nowe topory, musicie wysłuchać tej tradycyjnej legendy. -
Chłopcy patrzyli na tatę z zaciekawieniem.

  • A więc tak: Tysiąc lat temu, młody Barbarzyńca, Mięsny, właśnie wyruszał na swą pierwszą w życiu wojnę. Był bardzo podekscytowany. Miał porządnie naostrzony topór, 10 lat i mięśnie jak ze stali. Podczas podróży na front spotkał wędrownego poetę i maga, Higaga. Higag zaproponował mu kupno swoich genialnych, wypełnionych magią amuletów. Głupiec nie wiedział, że każdy nie-barbarzyński amulet w posiadaniu jakiegoś Barbarzyńcy, to okropność i czysta zniewaga rodu, więc Mięsny postanowił go zabić.
    Cisnął w niego swoim wielkim toporem i trafił w środek głowy. Higag zdążył utrzymać się magicznie przy życiu na tyle, żeby przekląć Mięsnego. Powiedział wtedy: „ Wy, Barbarzyńcy, nie znacie poezji ani piękna. Obca wam magia, nie znacie litości. W dniu, w którym powstanie Największa Pieśń, cały wasz oręż diabli wezmą!”i zdechł. Mięsny zbytnio się tym nie przejął, poszedł na wojnę, wygrał i założył naszą wioskę: Wioskę Kuchennych Pogromców! Tak więc widzicie, moje dzieci. Nasze topory poradzą sobie ze smokami i trollami, ale w dniu, w którym powstanie Największa Pieśń, wszystkie zostaną w jakiś sposób zniszczone.
  • Czy ta legenda ma nam jakoś pomóc na wojnie?- Spytał Mielony, który osobliwie często, jak na Barbarzyńcę, używał mózgu, a nie mięśni.
  • Ależ oczywiście, synu! Teraz wiesz, że oprócz jakiejś rąbniętej pieśni, nic nie może ci zagrozić! Aha, a gdzie się podziała moja kiełbasa? - Ojciec popatrzył po izbie groźnym wzrokiem.
  • KIEŁBASIANY! JAK NIE ODDASZ MI TEJ KIEŁBASY, TO CIĘ ZATŁUKĘ KIJEM!!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz