czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział dziewiąty - Powrót Jedi

Vorina i An'yu podążały w milczeniu na południe. Nie za bardzo odpowiadało im wspólne towarzystwo, musiały jednak to znieść. Jedna miała rozkaz od drewnianej miski z budyniem w środku, inna od starego elfa nieorientującego się za bardzo w kwestii upływu czasu. Sielanka. Do tego ta druga nie miała pojęcia o co w tym wszystkim chodziło. Iść na północ, na północ... Szaleństwo! Północ to zło, to Imi'khaji – Wysokie Elfy, razem z ich pałacami, chodnikami i murami. A jaki cel miała ta bezsensowna wyprawa? Uratowanie świata przed nie wiadomo czym przy pomocy nieistniejącego artefaktu. Po prostu świetnie. Coś jeszcze? Ależ oczywiście, bo podróż umilała jedna z Imi'khaji, wyjątkowo nadęta panna w niebieskiej tunice. Same plusy.
A jak to wyglądało z perspektywy Voriny? Otóż tak: nasza bohaterka wiernie podążała za wskazówkami Misy Ze Srebrną Mazią, przekonana, że przedmiot jakoś pomoże w misji. W rezultacie odnalazła zaginione plemię elfów – dziwaków, niezauważających nawet, że minęło 800 lat od założenia ich osady, oraz dostąpiła łaski przedzierania się przez las w towarzystwie „elficy”, która wszystkich chce zabić, niby to najlepszej łowczyni w wiosce, a niepotrafiącej nawet użyć zaklęcia przywołania światła. Cudnie. Sprawy miały się jak najlepiej! Na pewno uda im się ocalić świat! Wystarczy tylko odnaleźć nieistniejącą rzecz! I tu wracamy do punktu wyjścia.

Przemyślenia podróżniczek nie trwały długo. Po godzinie zakończyło je spotkanie z Kiełbasianym Pogromcą.
  • Nareszcie! - Krzyknęła Vorina – Znalazłeś coś?
  • No. - Odpowiedział barbarzyńca.
  • Świetnie! Co?
  • A flaszę z Największą Pieśnią.
  • Z CZYM?
  • Z Największą Pieśnią.
Vorinę zatkało. Największa Pieśń? Najpotężniejszy artefakt zaraz po Żródle Wszechrzeczy? Kto był tak głupi, żeby dać go barbarzyńcy?
  • Jak ją zdobyłeś?
  • A, zagadkę rozwiązałem.
Nastąpiła chwila ciszy.
  • Aha... A trudna była?
  • Ee... nic z czym bym se nie poradził.
  • Sobie. - Poprawiła go Vorina.
  • Co?
  • Mówi się sobie.
  • A mów se sobie, ja mówię se jak se chcę. - Skwitował Kiełbasiany.
  • Przepraszam, czy ja tu w ogóle jestem potrzebna? - Odezwała się po raz pierwszy An'yu. Vorina popatrzyła na nią z miną zatroskanej pani psycholog.
  • Oczywiście, że jesteś! Misa cię wybrała!
  • I ty w to naprawdę wierzysz?
Nastąpiła bardzo długa chwila ciszy. Vorina przemyślała sobie dokładnie swoją misję.
Odnaleźć przyjaciela. Odnaleźć artefakt. Uratować świat. Dostać order za zasługi dla królestwa. Tak, teoretycznie tak to wyglądało, ale – jak to mówią – to praktyka czyni mistrza.
Przeżyć nie wiadomo ile czasu z szurniętą łowczynią. Znaleźć rzecz, której nie ma. Używając rzeczy, której nie ma, powstrzymać planetę przed rozpadnięciem się na kawałki. Odebrać nagrodę od największego idioty w całym Królestwie Elfów. Vorina musiała jeszcze raz to sobie przemyśleć.
Może jakoś się polubią z An'yu? Może Źródło Wszechrzeczy naprawdę istnieje? Może ma moc wystarczającą do zapobiegnięcia katastrofie? Może w czasie nieobecności Voriny na Montherill zmienił się władca? Nie, to wszystko nie miało sensu! Elficę ogarnęła jeszcze większa rozpacz. Nigdy jej się nie uda. Inni elfowie siedzą teraz w swoich domach i piją kakao, nie myśląc nawet o nadchodzącej apokalipsie. Małe elfickie dzieci bawią się beztrosko w „Jednorożec Łapie”, dorosłe elfy edukują się w zakresie 76 elfickich przedmiotów, starsze elfy tychże przedmiotów nauczają. Naturalna kolej rzeczy. Vorina powinna być teraz na zamku, powinna śmiać się z żartów Oriona i przytakiwać królowi. Nie powinna siedzieć w środku gigantycznego lasu w towarzystwie barbarzyńcy i brutalnej świruski. Nie powinna...

  • To wierzysz, czy nie? - Powiedziała ostro An'yu. Jej oczy przeszyły Vorinę jak szpilki.
  • Wierzę. - Odpowiedziała równie ostro Vorina.
  • No to wyjaśnij mi o co tu chodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz