Vorina siedziała na krześle z aromatycznego drzewa malancji. Właśnie odbywała się bardzo ważna narada.
Geolog imieniem Farael (a był to absolutny mistrz specjalistyczności w tej dziedzinie) uroczyście ogłosił, że najdalej za osiem miesięcy nastanie niepodważalny Koniec Świata. Ziemia ma się wtedy rozstąpić i podzielić na dwie części. Oczywiście Elésiz – wielki kraj Elfów – znajdował się pomiędzy tymi częściami, więc miał on zostać stracony w bezdennej otchłani kosmosu.
Wiele elfów popierało ewakuację, lecz geolog zapewniał, że nie miałoby to sensu, ponieważ tuż po podzieleniu na pół ,,Ziemia” bardzo szybko zaczęłaby oddalać się od Słońca. Wielu więc straciło wenę i – nie wiedząc, co począć – zaczęło udawać, że intensywnie myślą. Vorina, jako nie jedyna z gwardii obronnej króla Koerela zaczęła rozglądać się i oceniać zgromadzonych na naradzie. Jej oczy spoczęły na Łysym Misei (którego włosów pozbawił smok Afar), wielu konsulach z odległych elfickich miast, kronikarzu, osobistym doradcy Króla oraz kilku wysłannikachbarbarzyńskich. Właśnie. Elfowie musieli znieść to upokorzenie i wpuścić na naradę Barbarzyńców, ponieważ jedna z ich wiosek (Wioska Kuchennych Pogromców) leżała na terenie linii „podziału” Ziemi. Oczywiście wszyscy Kuchenni Pogromcy nalegali, aby wykopać dół do środka Ziemi i zarżnąć tego, kto jest za to wszystko odpowiedzialny.
Idioci.
Myślą, że to wszystko zostało zaplanowane przez Kogoś, tylko nie wiadomo kogo.
Nagle przemówił król Koerel:
- Proszę o radę czarodzieja Berlina!
Proszony wstał leniwie z krzesła i odpowiedział:
- Myślę, że odpowiednie zaklęcie może nas uratować. Ale musi ono być nadzwyczaj silne, a wyczarowanie czegoś takiego nie jest łatwe. Potrafi to tylko osoba wielka duchem, mocna głową i dobrze władająca mieczem! Aa... przynajmniej tak napisano w podręczniku. Wracając do tematu, do stworzenia takiego zaklęcia potrzebny jest mistyczny artefakt zwany... Źródłem Wszechrzeczy ( tu większość zebranych wydała z siebie ciche „Aaaah!”)!
Siwowłosy Berlin kilka razy uderzył powykrzywianą laską w twardą, granitową podłogę. Począł znów mówić:
- Skoro obydwu państwom, zarówno elfickiemu jak i barbarzyńskiemu zagraża ponura agonia w kosmicznej próżni, to radzę wybrać dwóch żołnierzy, elfa i barbarzyńcę, aby przynieśli mi ten artefakt. Jeśli chodzi o ilość osób w tym składzie, uważam, że jest idealna. Więcej istot na pewno spowolniałoby drużynę.
Królowi widocznie spodobał się ten pomysł, gdyż zaczął krzyczeć:
- Tak! To wyśmienity pomysł! Zrobimy turniej. Tak! Turniej, hm... Matematyczno – wojenny, a zwycięzca otrzyma...
- Może Misę ze Srebrną Mazią, mój panie? - Podpowiedział Berlin.
- Genialny pomysł! A więc Misa ze Srebrną Mazią i poszukiwanie Źródła Wszechrzeczy!
Zaraz potem wszyscy zaczęli wiwatować. Wokoło rozległy się okrzyki „Niech żyje król!”. Vorinie zrobiło się dziwnie gorąco, jakby jej niezwykle rozwinięta mózgownica zaczęła się przeładowywać. Nagle zobaczyła przed sobą swój kochany, przytulny pokój w królewskim apartamentowcu.
„To tylko sen” - pomyślała.
