To
był dla Voriny ważny dzień. Jako jedna z wielu elfów zgłosiła
się do turnieju. Miała zdać dwa testy. Jeden matematyczny ( z tego
była naprawdę bardzo dobra) i jeden ze zdolności wojennych (z tego
była dosyć dobra). Prawdę mówiąc, najbardziej obawiała się
części drugiej, gdyż nie była w tym wyśmienita. Był to istny
skandal, gdyż na 35 wybitnych wyszkoleń to jedno było takie sobie.
Przez
całą noc elfica trenowała z manekinem używając jedynie wieszaka
i wygrała 3 na 4 razy (przy czwartym dostała kolki i musiała
usiąść na chwilę, co decydowało o zwycięstwie manekina). W
rezultacie była teraz nadzwyczaj śpiąca.
Od
narady minęły już 3 dni, a ona nadal śniła jej się po nocach.
„
Dobra.
Czas wrócić do rzeczywistości” - pomyślała i w mgnieniu oka
wstała z łóżka i ubrała się ( naturalnie za pomocą magii).
Szybko uczesała swe jedwabiste, długie blond włosy i ruszyła na
pałacowy dziedziniec. Szła długim korytarzem całym przyozdobionym
w girlandy i dzwonki. Atmosfera była niezwykła. Masa służących
pędziła, aby pomóc w przygotowaniach. W całym pałacu panował
wielki harmider. Jedyną kontrastową osobą była sama Vorina,
spokojnie idąca przez chaos i zgiełk poranka.
Gdy
dotarła na miejsce zdziwiła się wielce widząc całe hordy
barbarzyńców walących się patelniami w głowy.
„
Wiedziałam,
że barbarzyńcy są dziecinni, ale żeby aż tak...”
- Co wy wyprawiacie, na 8 tysięcy miedzianych mieczy? - zawołała.
Odpowiedział
jej umięśniony barbarzyńca o kwadratowej szczęce i dużych,
ruchliwych, błękitnych oczach.
- Ćwiczymy wytrzymałość, ale to tylko dla barbarzyńców! Dla was zakaz wstępu!!!
- No... Dobra. To... Nie będę wam przeszkadzać – odparła jeszcze bardziej zdziwiona elfica.
Na
samym środku dziedzińca stał król Koerel pod wielkim, złotym
parasolem. Szybko podeszła do niego .
- Ach! Vorina! Świetnie, że jesteś. Zaraz zaczynamy! - zawołał śpiewnym głosem Król. Vorina ukłoniła się nisko. - Lepiej idź do sali dla zawodników, Vorino.
- Dobrze, mój panie – rzekła elfica jeszcze raz się kłaniając, po czym udała się do wcześniej wspomnianego miejsca.
Sala
była wielka, udekorowana w elfickie barwy ( zielony, złoty, biały,
niebieski). Elfowie i barbarzyńcy zajmowali ją całą, co do
milimetra. Vorina podbiegła szybko do swojego najlepszego
przyjaciela, Oriona, którego dostrzegła w najbliższym lewym kącie
pomieszczenia.
- Vorina! Witaj! Jak tam przygotowania? - zawołał Orion. Był on elfem silnym, posiadającym wybitne umiejętności wojskowe, lecz średnią wiedzę naukową. Dostał ostatnio tytuł generała, co było dla niego wielkim wyróżnieniem.
- Cześć. Cóż, przed chwilą byłam na dziedzińcu, mówię ci, straszny tam harmider. Barbarzyńcy uderzają się nawzajem patelniami w głowę, aby zwiększyć swoją wytrzymałość. Naprawdę śmiesznie wyglądają! Coś dla ciebie, naprawdę! - powiedziała Vorina.
- Wyobrażam sobie. - odparł krótko jak zawsze uśmiechnięty i skory do żartów elf. - A król pewnie z nimi? - szepnął cicho. Nasza bohaterka niezauważalnie zachichotała, gdyż – jak każdy wiedział – Król elfów oprócz wielkiego bogactwa znany był ( bez jego wiedzy – oczywiście...) ze swojej głupoty i naiwności.
- To kiedy zaczynamy? - spytała.
- Za pół godziny. Muszą jeszcze ustawić przeszkody.
- Będą wywoływać nas po kolei?
- Tak. Jak pewnie już widziałaś, wokół toru przeszkód postawiono trybuny z wyznaczonym miejscem dla Króla. Jeśli chodzi o część matematyczną, to już chyba wiesz, jak to będzie wyglądało? - powiedział Orion, który jak zawsze wiedział o wojennych sprawach lepiej niż ona, a Vorina zaś bardziej orientowała się w kwestiach naukowych i kulturalnych. Razem byli prawdziwą skarbnicą wiedzy.
- Tak, tak. To będzie wyglądało jak normalny test, tylko dużo, dużo większy.Tak mi przynajmniej powiedziano, ale plotka głosi, że Król przygotuje ma ten test jakąś niespodziankę!
- Hehe! Już się boję! - rzekł żartobliwie Orion.
- Tak, ty to zawsze potrafisz złagodzić sytuację! - powiedział Vorina, śmiejąc się.
- A co? Boisz się? Ty? Nie wierzę!
- To uwierz. Na pewno nie poradzę sobie z torem przeszkód. Trenowałam całą noc, ale na pewno nic z tego nie wyjdzie. - zwierzyła się elfowi.
- Poradzisz sobie! - powiedział wesoło Orion.
Następne
pół godziny spędizili na rozmowie o tym, kto ma szansę wygrać
turniej.
- Brawo! Brawo, Orion! - krzyczał głośno tłum, gdy przyjaciel Voriny wszedł z powrotem do sali.
- Szczęściarzu! Chciała bym walczyć tak jak ty! - wykrzyknęła Vorina tak głośno, że było to nawet słychać w asyście hałaśliwego tłumu.
- No nie wiem. Chyba trochę za długo zwlekałem z tym smokiem.
- E, tam! Było genialnie!
- Może i masz rację, ale co to teraz będzie na części matematycznej?
- Cóż – powiedziała nieco zbita z tropu elfica – Na pewno też sobie poradzisz!
- Zobaczymy... Aha! Zapomniałem! Wiesz, że te smoki... - Ale Orion nie dokończył, bo z zewnątrz rozległ się głos:
- A TERAZ, PANIE I PANOWIE, NA ARENĘ WZYWAMY... VORINĘ TEI!
- Powodzenia! - krzyknął Orion.
Tłum
już wpychał naszą bohaterkę na arenę. Ledwie zdążyła sięgnąć
po stojące z boku miecze i tarcze.
Vorina
stała na środku areny. Usłyszała donośny głos komentatora:
- VORINA ZMIERZY SIĘ ZE SMOKIEM GAWRONIASTYM!!! PRZYPOMINAMY, ŻE ZAWODNICZKA MA ZA ZADANIE WYGRAĆ ZE ZWIERZĘCIEM, ALE GO NIE ZABIĆ. DO DZIEŁA!
Elfica
posunęła się kilka kroków w przód. Nagle naprzeciw niej
wylądował ogromny, czarny, pierzasty smok. Miał maleńkie, ciemne
oczka, olbrzymie uszy i długie, ostre szpony, Z wyglądu naprawdę
przypominał gawrona.
Na
widok stwora serce skamieniało jej ze strachu. W jednej chwili
uświadomiła sobie straszną prawdę. Ona nigdy nie walczyła se
smokiem! Nie wiedziała, jak go zabić, a tym bardziej, jak go
pokonać bez zabijania! Ale cóż, skoro już się znalazła przed tą
krwiożerczą i straszną bestią, musi działać.
Smok
ostrzegawczo zionął ogniem, gdy spróbowała się do niego zbliżyć.
Zaczęła się zastanawiać, jaki ma konkretnie plan. Okazało się,
że planu nie ma, a stworzenie właśnie zamachuje się na nią swoim
ogonem zakończonym ciężką bulwą. Z trudem umknęła przed
ciosem. Smok znowu zionął. Na szczęście jej tarcza była
ognioodporna. Vorina wpadła na pomysł. Ta istota miała pióra,
skrzydła a nawet... dziób! Nowy plan był szalony, ale i tak już
wszyscy się pewnie z niej śmieją. Raz kozie śmierć!
Szybko
wyczarowała przed smokiem olbrzymią górę okruszków. Zwierzę
spojrzało na przynętę i... zaczęło ją dziobać! Udało się!
Ucieszona
Vorina podeszła do konsumującego niby – ptaka i ostrożnie
dotknęła jego głowy. Jakie puszyste miał pióra! Z wielką
uciechą przytuliła się do milutkiej szyi smoka, a on zaczął się
zmniejszać i zmniejszać. W końcu elfica stała nad zwykłym
gawronem, który był w siódmym niebie, widząc górę okruszków
przerastającą jego samego. O tym chciał je powiedzieć Orion!
Smoki to zaczarowane zwierzęta!
- UDAŁO SIĘ! VORINA POBIŁA CZAS DOTYCHCZASOWEGO MISTRZA REDEROSSA! - ogłosił komentator.
- A TERAZ ZAPRASZAMY JĄ NA TEST MATEMATYCZNY! -
Straże
powoli wyprowadziły ją z areny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz