czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział drugi - Turniej

To był dla Voriny ważny dzień. Jako jedna z wielu elfów zgłosiła się do turnieju. Miała zdać dwa testy. Jeden matematyczny ( z tego była naprawdę bardzo dobra) i jeden ze zdolności wojennych (z tego była dosyć dobra). Prawdę mówiąc, najbardziej obawiała się części drugiej, gdyż nie była w tym wyśmienita. Był to istny skandal, gdyż na 35 wybitnych wyszkoleń to jedno było takie sobie.
Przez całą noc elfica trenowała z manekinem używając jedynie wieszaka i wygrała 3 na 4 razy (przy czwartym dostała kolki i musiała usiąść na chwilę, co decydowało o zwycięstwie manekina). W rezultacie była teraz nadzwyczaj śpiąca.
Od narady minęły już 3 dni, a ona nadal śniła jej się po nocach.
Dobra. Czas wrócić do rzeczywistości” - pomyślała i w mgnieniu oka wstała z łóżka i ubrała się ( naturalnie za pomocą magii). Szybko uczesała swe jedwabiste, długie blond włosy i ruszyła na pałacowy dziedziniec. Szła długim korytarzem całym przyozdobionym w girlandy i dzwonki. Atmosfera była niezwykła. Masa służących pędziła, aby pomóc w przygotowaniach. W całym pałacu panował wielki harmider. Jedyną kontrastową osobą była sama Vorina, spokojnie idąca przez chaos i zgiełk poranka.
Gdy dotarła na miejsce zdziwiła się wielce widząc całe hordy barbarzyńców walących się patelniami w głowy.
Wiedziałam, że barbarzyńcy są dziecinni, ale żeby aż tak...”
  • Co wy wyprawiacie, na 8 tysięcy miedzianych mieczy? - zawołała.
Odpowiedział jej umięśniony barbarzyńca o kwadratowej szczęce i dużych, ruchliwych, błękitnych oczach.
  • Ćwiczymy wytrzymałość, ale to tylko dla barbarzyńców! Dla was zakaz wstępu!!!
  • No... Dobra. To... Nie będę wam przeszkadzać – odparła jeszcze bardziej zdziwiona elfica.
Na samym środku dziedzińca stał król Koerel pod wielkim, złotym parasolem. Szybko podeszła do niego .
  • Ach! Vorina! Świetnie, że jesteś. Zaraz zaczynamy! - zawołał śpiewnym głosem Król. Vorina ukłoniła się nisko. - Lepiej idź do sali dla zawodników, Vorino.
  • Dobrze, mój panie – rzekła elfica jeszcze raz się kłaniając, po czym udała się do wcześniej wspomnianego miejsca.


Sala była wielka, udekorowana w elfickie barwy ( zielony, złoty, biały, niebieski). Elfowie i barbarzyńcy zajmowali ją całą, co do milimetra. Vorina podbiegła szybko do swojego najlepszego przyjaciela, Oriona, którego dostrzegła w najbliższym lewym kącie pomieszczenia.
  • Vorina! Witaj! Jak tam przygotowania? - zawołał Orion. Był on elfem silnym, posiadającym wybitne umiejętności wojskowe, lecz średnią wiedzę naukową. Dostał ostatnio tytuł generała, co było dla niego wielkim wyróżnieniem.
  • Cześć. Cóż, przed chwilą byłam na dziedzińcu, mówię ci, straszny tam harmider. Barbarzyńcy uderzają się nawzajem patelniami w głowę, aby zwiększyć swoją wytrzymałość. Naprawdę śmiesznie wyglądają! Coś dla ciebie, naprawdę! - powiedziała Vorina.
  • Wyobrażam sobie. - odparł krótko jak zawsze uśmiechnięty i skory do żartów elf. - A król pewnie z nimi? - szepnął cicho. Nasza bohaterka niezauważalnie zachichotała, gdyż – jak każdy wiedział – Król elfów oprócz wielkiego bogactwa znany był ( bez jego wiedzy – oczywiście...) ze swojej głupoty i naiwności.
  • To kiedy zaczynamy? - spytała.
  • Za pół godziny. Muszą jeszcze ustawić przeszkody.
  • Będą wywoływać nas po kolei?
  • Tak. Jak pewnie już widziałaś, wokół toru przeszkód postawiono trybuny z wyznaczonym miejscem dla Króla. Jeśli chodzi o część matematyczną, to już chyba wiesz, jak to będzie wyglądało? - powiedział Orion, który jak zawsze wiedział o wojennych sprawach lepiej niż ona, a Vorina zaś bardziej orientowała się w kwestiach naukowych i kulturalnych. Razem byli prawdziwą skarbnicą wiedzy.
  • Tak, tak. To będzie wyglądało jak normalny test, tylko dużo, dużo większy.
    Tak mi przynajmniej powiedziano, ale plotka głosi, że Król przygotuje ma ten test jakąś niespodziankę!
  • Hehe! Już się boję! - rzekł żartobliwie Orion.
  • Tak, ty to zawsze potrafisz złagodzić sytuację! - powiedział Vorina, śmiejąc się.
  • A co? Boisz się? Ty? Nie wierzę!
  • To uwierz. Na pewno nie poradzę sobie z torem przeszkód. Trenowałam całą noc, ale na pewno nic z tego nie wyjdzie. - zwierzyła się elfowi.
  • Poradzisz sobie! - powiedział wesoło Orion.
Następne pół godziny spędizili na rozmowie o tym, kto ma szansę wygrać turniej.


  • Brawo! Brawo, Orion! - krzyczał głośno tłum, gdy przyjaciel Voriny wszedł z powrotem do sali.
  • Szczęściarzu! Chciała bym walczyć tak jak ty! - wykrzyknęła Vorina tak głośno, że było to nawet słychać w asyście hałaśliwego tłumu.
  • No nie wiem. Chyba trochę za długo zwlekałem z tym smokiem.
  • E, tam! Było genialnie!
  • Może i masz rację, ale co to teraz będzie na części matematycznej?
  • Cóż – powiedziała nieco zbita z tropu elfica – Na pewno też sobie poradzisz!
  • Zobaczymy... Aha! Zapomniałem! Wiesz, że te smoki... - Ale Orion nie dokończył, bo z zewnątrz rozległ się głos:
  • A TERAZ, PANIE I PANOWIE, NA ARENĘ WZYWAMY... VORINĘ TEI!
  • Powodzenia! - krzyknął Orion.
Tłum już wpychał naszą bohaterkę na arenę. Ledwie zdążyła sięgnąć po stojące z boku miecze i tarcze.


Vorina stała na środku areny. Usłyszała donośny głos komentatora:
  • VORINA ZMIERZY SIĘ ZE SMOKIEM GAWRONIASTYM!!! PRZYPOMINAMY, ŻE ZAWODNICZKA MA ZA ZADANIE WYGRAĆ ZE ZWIERZĘCIEM, ALE GO NIE ZABIĆ. DO DZIEŁA!
Elfica posunęła się kilka kroków w przód. Nagle naprzeciw niej wylądował ogromny, czarny, pierzasty smok. Miał maleńkie, ciemne oczka, olbrzymie uszy i długie, ostre szpony, Z wyglądu naprawdę przypominał gawrona.
Na widok stwora serce skamieniało jej ze strachu. W jednej chwili uświadomiła sobie straszną prawdę. Ona nigdy nie walczyła se smokiem! Nie wiedziała, jak go zabić, a tym bardziej, jak go pokonać bez zabijania! Ale cóż, skoro już się znalazła przed tą krwiożerczą i straszną bestią, musi działać.
Smok ostrzegawczo zionął ogniem, gdy spróbowała się do niego zbliżyć. Zaczęła się zastanawiać, jaki ma konkretnie plan. Okazało się, że planu nie ma, a stworzenie właśnie zamachuje się na nią swoim ogonem zakończonym ciężką bulwą. Z trudem umknęła przed ciosem. Smok znowu zionął. Na szczęście jej tarcza była ognioodporna. Vorina wpadła na pomysł. Ta istota miała pióra, skrzydła a nawet... dziób! Nowy plan był szalony, ale i tak już wszyscy się pewnie z niej śmieją. Raz kozie śmierć!
Szybko wyczarowała przed smokiem olbrzymią górę okruszków. Zwierzę spojrzało na przynętę i... zaczęło ją dziobać! Udało się!
Ucieszona Vorina podeszła do konsumującego niby – ptaka i ostrożnie dotknęła jego głowy. Jakie puszyste miał pióra! Z wielką uciechą przytuliła się do milutkiej szyi smoka, a on zaczął się zmniejszać i zmniejszać. W końcu elfica stała nad zwykłym gawronem, który był w siódmym niebie, widząc górę okruszków przerastającą jego samego. O tym chciał je powiedzieć Orion! Smoki to zaczarowane zwierzęta!
  • UDAŁO SIĘ! VORINA POBIŁA CZAS DOTYCHCZASOWEGO MISTRZA REDEROSSA! - ogłosił komentator.
  • A TERAZ ZAPRASZAMY JĄ NA TEST MATEMATYCZNY! -

Straże powoli wyprowadziły ją z areny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz